piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział I- Kim jestem


 "Są dwie dro­gi, aby przeżyć życie. Jed­na to żyć tak, jak­by nic nie było cu­dem. Dru­ga to żyć tak,
jak­by cu­dem było wszystko."  A. Einstein


    Najgorsze jest to wyczekiwanie.
    Nie możesz doczekać się  upragnionej chwili i robisz wszystko  żeby czas szybciej płynął. Najczęściej wystarczy, że włączysz całkiem wciągający film lub zaczniesz grać w simsy i już nim się obejrzysz minie parę godzin. Tym razem  jednak nie miałam na to ochoty. Postanowiłam więc sprawdzić czy na pewno wszystko spakowałam. Zazwyczaj nie robię tego dzień przed wycieczką bo i tak większość rzeczy dopakowuję dopiero na drugi dzień. Jednak ta wycieczka nie była zwykłą wycieczką...
     Po pierwsze ze względu na to, że był to ostatni, wspólny, klasowy wypad. Tak, już za nie całe trzy tygodnie kończyłam swoją edukacje w liceum. W liceum gdzie nauczycielki były wredne i wciąż podkładały uczniom kłody pod nogi. W liceum z którego od godziny ósmej do godziny trzynastej nie dało się wydostać. W liceum  gdzie malowanie włosów, rzęs czy paznokci było traktowane jak największe przestępstwo. W liceum  gdzie robiono wszystko by obniżyć samoocenę uczniom oraz pokazać gdzie ich miejsce. Na deser liceum, które absolwenci pieszczotliwie nazywali poprawczakiem. Szkoła do której nie chciało się wracać wspomnieniami.
      Na szczęście temu melancholicznemu tłu koloru dodawali moi przyjaciele. Moja klasa jest jedną, dwudziesto-dwu osobową ekipą z którą można  konie kraść. Nawet gdy jedna dziewczyna nie przepada za jakąś inną ktoś spoza grupy by tego nie zauważył bo wszyscy darzymy się wielkim szacunkiem. Najważniejsze jednak jest to, że wśród nas panuje zasada "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego" i mieliśmy nie jedną sytuację by to udowodnić.
      Po drugie- miejsce do którego jechaliśmy było wyjątkowe. Białoruś. Czarnobyl. Prypeć.
      Parę lat temu to miejsce było zakazane do zwiedzania i chyba wszyscy wiemy dlaczego- pewnej nocy wybuchł tam reaktor doprowadzając do rozprzestrzenienia się radioaktywnej chmury. Teraz  nie ma się o co martwić bo skażenie jest minimalne. W ogóle to nigdy nie rozumiałam o co był cały ten szum wokół Czarnobyla. Ludzie musieli stamtąd wyjechać bo...? Z obawy żeby im włosy nie powypadały? I niby czemu tam nie wrócili? Przewrażliwieni.
        W bagażu podręcznym miałam jeszcze sporo miejsca. Mój plecak był zaopatrzony głównie w prowiant bo mama uparła się, żebym nic tam nie jadła. Według niej dania które nam tam podadzą mogą być zrobione z roślin, które tam rosną i mogą być napromieniowane. Kolejna przewrażliwiona. Aż wstyd mi za nią.
        Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu czegoś co jeszcze może mogłabym wziąć aby zająć sobie czas podróży. W autokarze siedziałam z Alicją- fajną dziewczyną z którą mam wiele tematów do obgadania ale z doświadczenia wiem, że nie będziemy zbyt wiele rozmawiać. Głównie dlatego, że ona większość drogi prześpi.
        Mój pokój był dość duży. Spokojnie mogłabym go dzielić z jeszcze jedną lub nawet dwoma osobami. Jednak nie mam go z kim dzielić. Chyba, że z bratem, którego szczerze nie znoszę. Między nami nie ma takiej zwykłej sprzeczki rodzeństwa- my się naprawdę nie lubimy. Jest pyskaty, niedojrzały, głupi, brzydki, nieposłuszny i potwornie rozpieszczony. Ja w jego wieku byłam grzeczniutka. On od urodzenia był "tym słodziakiem" w naszej rodzinie i skrupulatnie to wykorzystywał.
      Na szczęście Pan Bóg zrobił dla mnie małe zadośćuczynienie. Otóż nasz słodziak Piotrek jest rudy. W dodatku chodzi w okularach przez co często jest obiektem kpin swoich kolegów. Wiem to bo raz przyszedł do domu z płaczem. Mama chciała iść do szkoły ale on jej przeszkodził bo wiadomo, że później jeszcze bardziej nie dawali by mu spokoju. Po paru dniach rodzice zapomnieli o całej sprawie. W sumie to nie interesuję mnie to w ogóle.
     On miał pokój obok mnie i ten fakt nieźle zaburzał mi moją intymność. W sumie to była to moja osobista sypialnio-jadalnio-salon-siłownia-pokój gościnny. Na przeciwko miałam łazienkę,  do kuchni  schodziłam na dolne piętro na którym i tak nie spędzałabym zbyt wiele czasu. Czas w domu zazwyczaj spędzam samotnie. Ściany pokrywał niebieski kolor idealnie kompatybilny do moich żółtych mebli na specjalne zamówienie.. Czekałam jeszcze tylko na żółte żaluzje. Masakra. Rodzice jak zwykle zwlekali z zamówieniem.
        Gdy wchodziło się do mojego pokoju nie tylko rozmiar przyciągał uwagę ale też zdjęcia przyklejone na ścianach. Przedstawiały one głównie mnie i moich znajomych od najmłodszych lat po dziś dzień. Muszę przyznać, że efekt był niezły. Raz gdy do pokoju weszła moja mama (co zdażało się dość rzadko) spytała dlaczego nie przywieszę tam rodzinnych zdjęć. Problem polegał na tym, że takich nie mieliśmy.
       Wzdłuż ściany było parę półek i półeczek a także dwie spore szafy. Po drugiej stronie stało moje żółte łóżko w nietypowym kształcie.W prawym rogu stał telewizor z podłączonym playstation a w lewym biurko na którym kładłam swojego laptopa. Na przeciw telewizora stały dwa duże, skórzane fotele i mały, szklany kawowy stoliczek. Resztę wolnej przestrzeni zajmowały sprzęty do ćwiczeń.
        Nagle mój wzrok zatrzymał się na jednej z półek. Stały na niej moje ulubione książki-  poczynając od skandynawskiej sagi "Hannah" kończąc na książce autorstwa Niekrytego Krytyka.
Nie mogłam się zdecydować, którą książkę wybrać. Spojrzałam na iPhona- 22:34. Jutro pobudka o 5 więc czas spać.
        Położyłam się na łóżku, przykryłam kołdrą, zamknęłam oczy i zaczęłam sobie wyobrażać jutrzejsze wydarzenia. Gdy tylko wpadniemy do hotelu wybierzemy który pokój jest najlepszy i tam jakoś zorganizujemy sobie czas. To ostatnia wycieczka, więc możemy sobie pozwolić na odrobinkę szaleństwa. Bierzemy pół litra na osobę. Alicji  z początku nie podobał się ten pomysł i musiałam ją przekonywać. Niby nie mamy konkretnych planów ale po alkoholu dzieje się wiele rzeczy... Może to będzie odpowiedni moment żeby zagadać do Dawida? Przyznam, że podoba mi się od jakiegoś czasu... Skończyłam swoje rozmyślenia bo usnęłam.
         Sprawdzanie wcześniejszego dnia czy wszystko wzięłam było zbędne bo i tak dopiero rano przypomniałam sobie o wielu rzeczach których zapomniałam spakować. W dodatku wczoraj położyłam się zbyt późna i jestem spóźniona a w dodatku delikatnie spóźniona. Nie zjadłam śniadania- trzeba dbać o linie, co nie? W biegu ostatni raz wróciłam się do mojego pokoju po telefon. Kurczę no tak jeszcze książka! Hmm pierwsza lepsza... wybrałam jedną z książek z sagi Zmierzch a tak konkretniej to Przed Świtem, czyli ostatnią część, najdłuższą a w dodatku tą, którą najbardziej lubiłam. Doceniam Stephanie Meyer za to jak świetnie zażegnała spór między głównymi postaciami i mimo, że początkowo nie było na to żadnej szansy to historia skończyła się happy endem. Chociaż, że fabuła jest sporo naciągana. Sama bym jej nie kupiła- saga Zmierzch to kolekcja mamy, którą przechowuje u mnie.
         Do miejsca zbiórki podwoził mnie tata. Gdy wkładałam buty (nie chwaląc się- nowiutkie vansy w motyw galaxy) mama rozpoczęła rytuał:
- Wziełaś pieniądze?
-Tak - przytaknęłam
-A telefon?- spytała
-Tak- odpowiedziałam zniecierpliwiona.
- Pamiętaj, żeby zadzwonić gdy już dojedziecie.- przypomniała mi.
-Wiem, nie zapomnę - upewniłam ją. Przecież zawsze to robię. Podeszła i przytuliła mnie. Nie lubiłam gdy to robiła. Wyglądało to dość sztucznie, jakby wyciągnięte z taniej telenoweli.
- Bądź grzeczna, dobrze?
- Jasne, na razie - ubiegłam jej kolejne pytanie w pośpiechu wychodząc z domu. Nie okłamałam jej, przecież będę grzeczna. Trochę grzeczna. Nie mówiła jak bardzo mam być grzeczna! Z resztą pewnie zadała to pytanie z przyzwyczajenia bo odkąd jeżdżę na wycieczki (czyli od jakiejś pierwszej klasy podstawówki) zadaje mi te same pytania.
           Dzięki szybkiej jeździe taty na miejsce dotarłam nie spóźniona co było nie lada wyczynem w moim przypadku. Wysiadłam i otworzyłam tylne drzwi, żeby wyjąć bagaż.
  -Pomóc ci?- spytał niepewnie tata.
  - Nie, dam sobie radę- powiedziałam szybko bo kątem oka widziałam moje przyjaciółki czekające na mnie.
  - Ok...- zrobił pałzę jakby nie wiedział co ma powiedzieć. Stałam już z bagażem czekając aż się zdecyduje.
   -Trzymaj się.- odpalił samochód.
  - No, cześć...- odeszłam.
          Jako najstarszy rocznik dysponowaliśmy pewnym przywilejem. Mogliśmy usiąść z tyłu. Może to śmiesz, że 18-nastolatkowie jarają się tylnymi miejscami autobusu, ale tego nie da się zrozumieć. Nie myliłam się- Alicja jak zawsze przespała większość drogi. W pobliżu na szczęście siedziała Anka z Martą, więc było wesoło. Nawet raz nie zajrzałam do książki bo nie było takiej potrzeby. Wygłupialiśmy się, śpiewaliśmy i po prostu robiliśmy wszystko, żeby ta wycieczka od samego początku była niezapomniana.
           Kierowca autokaru miał nawet płytę z przebojami disco-polo. Przez pierwsze dwie piosenki wszyscy patrzyli po sobie nie pewnie jednak już przy czwartej śpiewał cały autokar- nawet Ci, którzy podobno "nie słuchają disco-polo i nie znają słów" Jeden koleś bronił się nawet tym, że jego mama słucha w domu takich piosenek i stąd zna słowa.
            Raz nawet zamieniliśmy się miejscami z Maćkiem. Dzięki temu mogłam jakąś godzine posiedzieć z Dawidem i pogadać o wszystkim i o niczym. Gdy z nim rozmawiam czuję, że ktoś mnie na prawdę rozumie.
             Podróż minęła bardzo szybko. Nim się obejrzałam zbliżaliśmy się do strefy zamkniętej. Przez okno autobusu widziałam metalową ścianę, reflektory, drut kolczasty a także nachmurzonego żołnierza w budce. Opiekunowie pokazują dokumenty, a żołnierz zadaje rutynowe pytania jak kraj pochodzenia, cel odwiedzin, trasa i czas pobytu. Wydawałby się, że wraz z przejechaniem za szlaban znajdziemy się w innym miejscu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz